Tatry, góry wyższe niż Karkonosze w których się wychowałem zawsze mnie pociągały swoim majestatem. Oglądałem je wielokrotnie z okien pensjonatów w Zakopanem, jednak nigdy nie miałem okazji poznać ich bliżej. Gdy moja ukochana powiedziała mi, że jej rodzice zapraszają nas na wypad w góry, nie zastanawiałem się ani chwili i dołączyłem do tego rodzinnego tripa!

Na wyjazd w Tatry zabrałem swojego niezawodnego Canona i cały bagaż inspiracji. Chciałem sprawdzić się w fotografii podróżniczo- lifestyle'owej. Zawsze podziwiałem fotografie Marka Ognia, parę miesięcy wcześniej podczas warsztatów z Red Bull'em poznałem świetnego fotografa- Adama Klimka, który prezentował nam swój fotograficzny projekt "Fed by Wild".
Te zdjęcia dały mi niezłego kopa do odkrywania własnej fotograficznej drogi w górach.

Mój fotograficzny wyjazd w Tatry zaczęliśmy w Tatrzańskiej Łomnicy, małej miejscowości, oddalonej ok. 20 km od drugiego, co do wysokości, szczytu Tatr- Łomnicy. Pierwszego dnia wyszliśmy na szlak z Hrebienoka i kierowaliśmy się w górę, w kierunku Wodospadów Zimnej Wody. Pogoda nas nie rozpieszczała, było chłodno, chwilami padał lekki deszczyk. Rzućcie okiem na zdjęcia wodospadu- super fotogeniczne miejsce!
Po krótkiej przerwie ruszyliśmy dalej, chwilę poświęcając na grzane wino w Rainerowej Chatce. W połowie drogi do schroniska Zamkowskiego okazało się, że zabieranie na wyprawę nowych butów trekingowych to nie był najlepszy pomysł. Moje do tej pory wygodne obuwie, zaczęło mnie dokuczliwie obcierać :( Pamiętajcie- w góry tylko rozchodzone buty!
Cóż było robić? Chciałem zobaczyć jak najwięcej i jak najdłużej oddychać świeżym, górskim powietrzem więc dzielnie piąłem się w górę, ciesząc się każdym kolejnym metrem i starając się nie zważać na coraz bardziej obtarte pięty ;)
Dotarłem tak do Doliny Małej Zimnej Wody (swoją drogą strasznie urocza nazwa, prawda?) i tam moja noga odmówiła posłuszeństwa- cóż było robić? Pożegnałem się z reszta rodzinki i zacząłem schodzić na dół- i wiecie co? To była najlepsza decyzja tego dnia! Dzięki temu zrobiłem chyba najfajniejsze krajobrazowe zdjęcie do tej pory- popatrzcie tylko na tego małego rudego skubańca, który tak majestatycznie ustawił się na tle grani! W Tatrach lisy jedzą człowiekowi z ręki ;)

Drugi dzień- w planach był wjazd na Łomnicę (2634 m) i podziwianie pięknych widoków z samego dachu Tatr. Gdy wstaliśmy i zjedliśmy śniadanie warunki pogodowe nam to wręcz obiecywały. Szkoda tylko, że sytuacja zmieniła się o 180 stopni gdy już dotarliśmy do kolejki na Łomnicki Staw. Niebo wokół szczytu pokryło się grubą warstwą chmur, skutecznie zasłaniając nasz cel. Kolektywnie stwierdziliśmy, że byle chmurka nie przeszkodzi nam w obcowaniu z górą i wsiedliśmy w kolejkę do stacji pośredniej przy Łomnickim Stawie. Mieliśmy tam ok 45 minut dla siebie, które wykorzystałem na robienie zdjęć. Powstało tam kilka fajnych lifestyle'owych fotografii, których bohaterką była moja ukochana. Na szczycie Łomnicy było bardzo pochmurno i mgliście, na szczęście na jakieś 10 minut chmury lekko się rozwiały i dzięki temu miałem okazję złapać parę malowniczych pejzaży.

Trzeci i ostatni dzień był dla nas troszkę bardziej przyziemny. Odwiedziliśmy miejscowość o nazwie Wysokie Tatry i spacerowaliśmy wokół Szczyrbskiego Jeziora. Pięknie położone miejsce, z bardzo dużym potencjałem dla fotografii ślubnej. Malownicze zakątki, panorama wysokich Tatr czy możliwość wypożyczenia wiosłowej łódki daje niesamowite możliwości. Chętnie zaproszę Was w to miejsce na sesję ślubną. Na pewno będzie to dla nas niezapomniane przeżycie ;)

À propos sesji ślubnych- kolejne piękne miejsce gdzie chętnie wykonałbym sesję narzeczeńską lub ślubną to Bachledowa Dolina, której największą atrakcją jest "spacer w chmurach". Jest to niesamowita konstrukcja poprowadzona 15 m nad ziemią w koronach drzew, zakończona wieżą widokową. Cudowne miejsce, które zapewnia całą gamę doznań- od zapachu świerków, podmuchów wiatru po niesamowity zastrzyk adrenaliny- wspomniana wieża widokowa zakończona jest konstrukcją ze specjalnej siatki! Chodzenie po tej niestabilnej powierzchni, 30 m nad ziemią jest doznaniem dla ludzi o mocnych nerwach!

Z wyprawy wróciłem naładowany pozytywnymi emocjami, i z całą masą świetnych zdjęć.
Gdy tylko skończyłem obróbkę, zdecydowałem się podzielić tymi zdjęciami na popularnym serwisie Bored Panda. Wielkim zaskoczeniem było dla mnie super pozytywne przyjęcie moich zdjęć przez społeczność! Relacja stała się małym viralem! Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, gdy kilka dni później odezwała się do mnie pani redaktor z serwisu Fotoblogia.pl z propozycją wywiadu! Przez chwilę poczułem się jak gwiazda fotografii, przyznam, że to strasznie miłe uczucie ;)

Jeśli chcecie przeczytać wywiad ze mna kliknijcie tutaj